czerwca 18, 2018

Wyprawa na szczyt - jaki prowiant?

Zbliżają się wakacje, a wraz z nimi wyjazdy, wycieczki i inne atrakcje... A może tak wyprawa w góry? Odkąd sięgam pamięcią mojemu życiu towarzyszyły górskie klimaty. Dziadkowie mieszkali w górach przez kilkanaście lat, a ja spędzałam z nimi prawie każde wakacje, długie weekendy i ferie zimowe. O ile wyjazdy zimą zawsze kojarzyły mi się z jazdą na nartach, którą uwielbiam (poświęcę temu osobny wpis), o tyle góry latem przez te wszystkie lata nie stanowiły dla mnie żadnej atrakcji. Nie lubiłam się wspinać, a o wyjściu na jakąkolwiek górę nie było nawet mowy. W wieku 11 lat po raz pierwszy wyszłam z rodzinką na Babią Górę, wspominam to wyjście okropnie (nie dość że się strasznie zmęczyłam, to jeszcze byłam tym znudzona i bolały mnie nogi). W tamtym czasie nie mogłam przekonać się też do żadnego sportu, jedynie taniec powiedzmy, że sprawiał mi przyjemność. 

Minęło 10 lat i mogę z całą pewnością stwierdzić, że moje życie totalnie się w tej kwestii zmieniło. Nie dość, że uwielbiam sport w prawie każdej postaci, to jeszcze wycieczki górskie sprawiają mi ogromną frajdę! Stało się to za sprawą znajomych z organizacji studenckiej, którzy zarazili mnie pasją nie tylko do podróży, ale także do chodzenia po górach i zdobywania nowych szczytów. 
Szczyt Babiej Góry
To właśnie z nimi w zeszły weekend wybrałam się na Babią Górę. Tym razem wspominam to wyjście fantastycznie. Szliśmy najtrudniejszym szlakiem - percią akademicką. Według mnie to najciekawsza i dostarczająca najwięcej atrakcji trasa prowadząca na szczyt, którą do tej pory miałam okazję iść. Zdecydowanie polecam, widoki niesamowite! :D 
Perć Akademicka
Była to moja pierwsza tego typu wyprawa odkąd jestem na diecie paleo, dlatego musiałam dobrze przemyśleć, jakie jedzonko ze sobą zabrać. Oczywiście zwyczajne kanapki nie wchodziły w grę. Udało mi się zgromadzić szybki, pakowny, a do tego sycący prowiant, który wystarczył na 7 godzin marszu i wspinaczki. 
Co zabrałam???
  • 1,5l wody mineralnej, a dokładnie Muszyniankę, która doskonale gasi pragnienie i uzupełnia  niezbędne minerały, które tracimy wraz z potem;
  • Gorzką czekoladę minimum 70%, bez niej w zasadzie nigdy nie wychodzę z domu, ale w górach przydaje się trzy razy bardziej niż na co dzień;
  • Banana! Dodaje energii, przydatny tak samo, jak czasie treningu;
  • Kabanosy - "nagroda" za zdobycie szczytu, zaspokoiły głód i dodały siły na czas powrotu i schodzenia z góry (było zdecydowanie ciężej niż w czasie wchodzenia).
Gdzieś na szczycie góry
Początek dnia także był niezwykle istotny - śniadanie to podstawa! Przed rozpoczęciem wyprawy zjadłam sycące białkowo-tłuszczowe śniadanie:
  • Jajecznica na maśle;
  • Szpinak z pomidorem;
  • Zioła prowansalskie.
Paleo śniadanie
Po całym dniu jedzenia "przekąsek" należało zjeść porządny posiłek, dlatego po powrocie zrobiliśmy grilla, jako zdrowe uzupełnienie spalonych kalorii:
  • Karczek;
  • Warzywne szaszłyki (cukinia, bakłażan, papryka) z ziołami.
Grillowanie
Swoją drogą posiłek przygotowywany i jedzony wspólnie ze znajomymi smakuje zdecydowanie najlepiej! W dodatku stanowi świetną  zabawę i integrację. 
Podsumowując moją relację, dopiero uczę się jak radzić sobie z utrzymaniem diety w czasie wycieczek i wyjazdów. Myślę, że z czasem będzie to szło łatwiej i szybciej. Przede mną całe dwa miesiące wyjazdów i aktywnego spędzania czasu, zobaczymy jak mi to będzie szło... Jak już wcześniej pisałam - wszystko się da - jeśli człowiek ma chęci, motywację i trochę samodyscypliny, nad którą sama cały czas pracuję! Można zdrowo podróżować, odpoczywać, a nawet imprezować, tylko jest jeden warunek - TRZEBA CHCIEĆ!!! A chcieć to MÓC!!!
Tymczasem! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perla con passione... , Blogger