kwietnia 09, 2018

Paleo na wyjeździe

Wczoraj wieczorem wróciłam z  trzydniowego pobytu w Gliwicach, gdzie wspólnie ze znajomymi organizowaliśmy i świętowaliśmy urodziny naszej organizacji studenckiej. Coraz więcej jest w moim życiu takich wyjazdów. Kilka dni poza domem, w czasie których nie ma czasu na nudę. Każdy dzień jest wypełniony po brzegi różnymi zajęciami, integracją, czy też szkoleniami, w zależności od charakteru wyjazdu. Fantastyczna sprawa, mnóstwo pozytywnych ludzi, świetna zabawa, a przy okazji można nabyć wiele przydatnych umiejętności, polecam z całego serca! 
Tylko, zastanawiacie się pewnie, jak radzę sobie z utrzymaniem diety na takim wyjeździe?  

Zacznę od tego, że aż do stycznia, praktycznie każdy mój wyjazd ze znajomymi (na kilka dni) kończył się totalnym "zaprzepaszczeniem" diety. Liczne imprezy, inne pory posiłków niż na co dzień, mniej zdrowe jedzenie, bardziej tradycyjnie (pieczywo) i tak dalej... O chipsach i paluszkach nie wspominam, bo od czasów gimnazjum, nawet mnie do tego nie ciągnie. Były jednak wyjątki, gdy nie miałam do wyboru kompletnie nic innego. Zdarzało się wtedy, że musiałam, a przynajmniej tak mi się wydawało, zjeść kilka chipsów lub paluszków (mniejsze zło) albo co gorsza ciasto, żeby "zabić" głód. Odkąd dołączyłam do organizacji studenckiej, wyjazdów i imprez jest w moim życiu znacznie więcej. Na początku nie przykładałam wagi do jedzenia, jadłam nieregularnie, jak miałam chwilę, zwykle to co wszyscy... Niestety, w moim przypadku, kończyło się to tygodniem doprowadzania organizmu do stanu sprzed wyjazdu. Prowadząc zdrowy tryb życia, nie można "fundować" sobie takich niezdrowych weekendów, dotarło to do mnie dosyć późno, ale jednak.
Weźmy na przykład taki zwykły, pszenny chleb. Załóżmy, że nie jedliśmy go przez 3 miesiące i nagle, przez 3 dni jemy kanapki na śniadania i kolacje. Nieprawdopodobny szok dla organizmu. Piszę to z własnego doświadczenia i chcę Wam uświadomić, że można sobie w ten sposób wyrządzić krzywdę. Po takim weekendzie przez około tydzień nie potrafiłam wrócić do swojego jedzenia, ciągle chodziłam głodna, zwiększył mi się apetyt na słodycze. 
Jednym słowem---> TRAGEDIA.
Dlatego zachęcam, żeby być konsekwentnym w tym, co robicie/stosujecie!

A jak to zrobić?

  • Przede wszystkim - nie doprowadzać się do tak zwanego: wygłodzenia

Odkąd przeszłam na paleo, zawsze noszę w torebce gorzką czekoladę 90%. Dzięki temu, jeśli nie mam dostępu do jedzenia zgodnego z dietą, mogę zapobiec migrenie, bólowi brzucha i innym objawom przegłodzenia. Po czekoladzie, jestem w stanie spokojnie wrócić do domu i zrobić sobie porządny obiad, czy kolację. Oczywiście nie zjadam naraz połowy tabliczki (wszystko jedzone w nadmiarze  - szkodzi!) !!! Dodatkowo, nie ruszam się z domu bez butelki z wodą mineralną, to też nieraz pomaga w chwilowym zaspokojeniu głodu. Często mylnie odczytujemy sygnały, jakie nam daje nasz organizm, odczuwając "głód" - jemy, a może wystarczyłoby się po prostu napić wody lub herbaty. Polecam spróbować i przekonać się na własnej skórze! 

  • Zabierać własne jedzenie
Na początku miałam z tym problem, zwłaszcza, jeśli podczas wyjazdu mieliśmy opłacone posiłki. Ale z tym też już sobie poradziłam. Przed wyjazdem upiekłam paleo chleb, który nosiłam na śniadania i kolacje. Jadłam go z szynką i warzywami lub z samymi warzywami W czasie przerw miałam ze sobą muffinki kakaowo-bananowe (przepis wkrótce), które doskonale zaspokajały głód. Świetną opcją na przekąskę jest też banan zjedzony z dodatkiem orzechów (dostarczymy organizmowi zarówno białko jak i węglowodany, unikając wahania poziomu energii). Zastanawiacie się pewnie teraz, jak wybrnęłam, jeśli chodzi o obiady. Otóż z tym miałam największy problem, ponieważ jedzenie było takie, jak na większości stołówek... czyli: zupa ze śmietaną i pszennym makaronem - odpada, kotlet schabowy w panierce - odpada. Na szczęście mięso, zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia, było podane bez panierki, więc jak przystało na początkujące paleo - zjadłam mięso z surówką. ;)

Znajomi, oczywiście, zadają mnóstwo pytań: dlaczego nie jem jak wszyscy? Jak znajduję czas na gotowanie? Jak mi się chce to wszystko przygotowywać? Po co sobie "utrudniać" życie? I tak dalej...
Odpowiedź jest prosta:
Chce mi się, ponieważ:
  • Chcę jeść świadomie, dobrze się czuć, być zdrowa i wyglądać zdrowo!
  • Chcę po takim weekendzie wrócić do treningu bez spadku energii i nienaturalnej zadyszki!
  • Chcę poprawić swoje wyniki na treningu!
  • I przede wszystkim chcę w końcu doprowadzić moją gospodarkę hormonalną do właściwego stanu i cieszyć się życiem!
  • Jeśli chodzi o czas, to jest to dla mnie najmniejszy problem. Upieczenie chleba paleo zajmuje dokładnie 20 min, przygotowanie zwykłego obiadu (mięso, surówka, ziemniaki) zajmuje znacznie więcej! Zresztą, biorąc pod uwagę, ile potraw na diecie paleo można przygotować w piekarniku, jestem zdania, że jest to bardzo wygody styl życia. Samo przygotowanie zajmuje jakieś 10 min, wkładacie do piekarnika, nastawiacie czasomierz i idziecie zająć się swoimi sprawami ---> oszczędność czasu! :D

Zdrowe i świadome jedzenie wcale nie utrudnia życia, samo przygotowywanie posiłków może sprawić niesamowitą frajdę. Dodatkowo zdecydowanie poprawia samopoczucie!
Prowiant na wyjazdy
Na ten weekend przygotowałam: zapas paleo chleba, paleo gofry, chlebek bananowy, gorzką czekoladę, wodę kokosową oraz jajeczne muffinki z warzywami. :D I szczerze mówiąc, sporą część jedzenia przywiozłam z powrotem. Z racji tego, że byłam jedną z organizatorek, pomagałam w przygotowywaniu posiłków na wydarzenie, jednocześnie mając wpływ na skład tego, co się pojawi na stole. Robiliśmy sałatki, torty, a w niedzielę, ponieważ pogoda  dopisała, urządziliśmy sobie małe grillowanie.


A co dokładnie jadłam? 

PIĄTEK: 
Śniadanie i obiad jadłam u siebie w domu, natomiast kolację już na wyjeździe, ponieważ nie jestem jedyną osobą, która nie je glutenu, przygotowaliśmy żur śląski w wersji tradycyjnej oraz bezglutenowej (równie pyszny) z jajkiem i  białą kiełbasą.

SOBOTA:
śniadanie: kanapka z chlebka paleo z szynką, kozim serem i rukolą (przygotowałam go wcześniej w domu)
obiad: jajeczne muffinki z papryką
kolacja: sałatka z pieczonych warzyw, którą zrobiliśmy na imprezę

NIEDZIELA: 
śniadanie: paleo chlebek z kiełbasą, pomidorem i ogórkiem
obiad: kiełbasa z grilla, którą zjadłam z goframi paleo zamiast ze zwykłym chlebem
kolacja: grillowana cukinia i  grillowana papryka
Na przekąski nie miałam czasu, zresztą w czasie zabawy człowiek nie myśli o jedzeniu i zdecydowanie rzadziej odczuwa głód. Jednak zawsze staram się zjeść przynajmniej 3 posiłki w ciągu dnia, żeby zachować regularność. Piłam WODĘ (to podstawa!), herbatę i kawę (max 1 dziennie).

Podsumowując, wróciłam do domu zdrowo zmęczona, bez żadnych  dolegliwości ze strony układu pokarmowego! Teraz już nawet odespałam, więc mam siłę i energię żeby spokojnie wrócić na trening! Myślę, że z każdym takim wyjazdem utrzymanie diety będzie coraz łatwiejsze. Sama dopiero się uczę, ale chciałam Wam pokazać, że nic nie jest niemożliwe i można to zrobić bez wyrzeczeń. Do wszystkiego da się przyzwyczaić, jeśli się tylko chce! ;)
Tymczasem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Perla con passione... , Blogger